niedziela, 20 października 2013

Warsztaty w Warszawie - 7.11.2013

Zapraszam wszystkich na wydarzenie, które organizuję wraz z Alani Satori (Fruitosophy) oraz Marcinem Mosiejko (z Powered By Fruits) podczas którego będę miał wystąpienie dotyczące psychosomatyki oraz wpływu emocji na zdrowie.




Gdzie i kiedy?
Warsztaty odbędą się w czwartek 7 listopada w Klubokawiarni Papierowy Latawiec w Konstancinie Jeziornej.
Al. Wojska Polskiego 3
05-520 Konstancin - Jeziorna
(Położone w aglomeracji warszawskiej, obok dzielnicy Ursynów i Wilanów)


Godz 18:00 – 21:00

Wstęp: 80 zł (w przypadku przedpłaty na konto do 4tego listopada)
lub 100 zł w dniu warsztatu.
Ze względu na ograniczoną ilość miejsc prosimy o wcześniejsze zapisy
zapisy@fruitosophy.com



W tytule przelewu prosimy o imię i nazwisko uczestnika.

Osoby, które chciałyby przyprowadzić ze sobą dzieci mogą to zrobić bez dodatkowej opłaty – na miejscu jest dostępny mini plac zabaw.

Podczas warsztatu będzie można nabyć książkę ,,Bajki dla marzycieli” autorstwa Alani Satori.




Wydarzenie na facebook:
https://www.facebook.com/events/171717443023145/




poniedziałek, 23 września 2013

Poczuj moc działania

Czy zastanawiałeś się kiedyś w jakim stopniu wykorzystujesz swój potencjał?

W jakim stopniu realizujesz twórczą stronę swojej istoty?

Na ile procent korzystasz ze swoich talentów?

 


Aby dogłębniej zastanowić się nad tą kwestią potrzeba zanalizować, ile czasu dziennie poświęcam na rozbudzenie w sobie oraz w swoim codziennym życiu własnych marzeń. Każda nasza chwila jest szansą i przestrzenią do twórczej inwestycji energii w działania przynoszące nam satysfakcję. Każdego ranka budzimy się z określonym zasobem energetycznym i nikt oprócz nas samych nie decyduje w jakim kierunku nasz potencjał może być skierowany. Poprzez podążanie za uczuciem harmonii w sobie, jesteśmy w stanie krok po kroku zacząć realizować cele, wypływające z potrzeb naszej prawdziwej istoty. Sabotaż pierwszych impulsów, które podpowiadają nam, w którym kierunku iść, jest równoznaczny ze zdradą naszej intuicji.

Czym jest intuicja?

Zapraszam do obejrzenia filmiku, jaki miałem przyjemność nagrać z Alani Satori.


sobota, 21 września 2013

Otyłość w psychosomatyce

Wilczy apetyt 
  
Życie to uczenie się. Uczenie to integrowanie i przyjmowanie do świadomości zasad odczuwanych - dotychczas jako pozostające na zewnątrz ja. Ciągłe wchłanianie nowego prowadzi do poszerzania świadomości. Można "strawę duchową" zastąpić "strawą materialną", a to z kolei prowadzi do "poszerzenia ciała". Nie zaspokojony głód życia przerzuca się na ciało i daje o sobie znać w formie głodu. Tego głodu jednak zaspokoić się nie da, gdyż pustki wewnętrznej nie sposób zapewnić pożywieniem.

Miłość to otwieranie się i przyjmowanie. Osoba cierpiąca na żarłoczność przeżywa miłość tylko na poziomie ciała, gdyż nie jest w stanie uczynić tego w swej świadomości. Tęskni za miłością, ale nie otwiera granic swojego ja, lecz tylko swoje usta, i pożera, co się da. 
Rezultat - "otyłość na pocieszenie". Cierpiący na wilczy apetyt poszukuje miłości, potwierdzenia, uznania - niestety na niewłaściwej płaszczyźnie.

(źródło: Thorwald Dethlefsen)
=============================================================
=============================================================

Otyłość ze źródeł Louis Hay: 


Nadwaga to inny dobry przykład tracenia energii na rozwiązanie problemu, który nie jest tym prawdziwym problemem. Ludzie niejednokrotnie przez wiele lat bezskutecznie walczą ze swoją nadwagą. Wszystkie swoje kłopoty przypisują nadwadze. A ona jest tylko uzewnętrznieniem poważniejszych, głębszych problemów. Według mnie, jest to zawsze lęk oraz potrzeba opieki i oparcia. Kiedy czujemy się zagrożeni, niepewni lub „nie dość dobrzy", przybieranie na wadze jest naszą obroną.

Spędzanie życia na wymyślaniu sobie z powodu nadwagi i obwinianie się za każdy kęs spożywanego jedzenia oraz robienie sobie tych wszystkich numerów, gdy usiłujemy schudnąć, jest po prostu stratą czasu. Za dwadzieścia lat będziemy w tej samej sytuacji, ponieważ nie rozpoczęliśmy nawet pracy nad prawdziwym problemem. Wszystko, co osiągnęliśmy, to doprowadzenie się do stanu jeszcze większego przerażenia i niepewności, a wtedy właśnie potrzebujemy jeszcze większej wagi dla ochrony.

Rezygnuję więc z koncentrowania się na nadmiernej tuszy lub dietach. Diety nie zdają egzaminu. Z wyjątkiem diety psychicznej, polegającej na ograniczeniu negatywnych myśli. Mówię pacjentom: „Odłóżmy to na bok i na razie skoncentrujmy się na innych sprawach".
Pacjenci często twierdzą, że nie mogą siebie pokochać, ponieważ są grubi lub - jak ujęła to jedna z dziewczyn - „zbyt zaokrągleni". Wyjaśniam, że są grubi, bo nie kochają siebie. Z chwilą gdy zaczynamy kochać i akceptować siebie, nadwaga cudownie znika.

Czasami pacjenci nawet złoszczą się na mnie, kiedy im wyjaśniam, jak łatwo mogą zmienić swoje życie. Odnoszą może wrażenie, że nie rozumiem ich problemów. Pewna kobieta bardzo zdenerwowała się i powiedziała: „Przyszłam tu, by otrzymać pomoc w mojej dysertacji, a nie uczyć się, jak kochać siebie". Dla mnie było oczywiste, że jej główny problem stanowiła wielka niechęć do siebie samej. 

Przenikała każdy szczegół jej życia, łącznie ze wspomnianym pisaniem dysertacji. Nic jej się nie udawało dopóty, dopóki czuła się tak bezwartościowa.

Nie mogła mnie słuchać i rozpłakawszy się wyszła. Wróciła mniej więcej po roku z tym samym problemem oraz dodatkowo wieloma innymi. Czasami ludzie nie są jeszcze gotowi i nie należy tego osądzać. Decydujemy się na dokonanie zmian we właściwym czasie, miejscu i kolejności odpowiedniej dla nas. Ja zaczęłam dopiero po czterdziestce.

Prawdziwy problem

Oto mam więc przed sobą osobę, która patrząc w niewinne lusterko popada w zły humor. Uśmiecham się z zadowoleniem i mówię: „Dobrze, teraz widzimy ten «prawdziwy problem» i nareszcie możemy zacząć usuwać przeszkody stojące na twojej drodze". Mówię o kochaniu siebie. O tym, że dla mnie ten proces zaczyna się od niekrytykowania siebie, bez względu na okoliczności. Nigdy.

Obserwuję ich twarze zadając pytanie, czy siebie krytykują. Reakcje mówią mi wiele:
No tak, oczywiście.
Cały czas.
Nie tak bardzo jak kiedyś.
A jak mam się zmienić, jeśli nie będę krytykować siebie? Przecież wszyscy to robią.
Na tę ostatnią odpowiadam: „My nie mówimy o wszystkich, mówimy o tobie. Dlaczego siebie krytykujesz? Co ci się tak bardzo nie podoba?"

W trakcie wypowiedzi sporządzam listę. To, co mówią, często jest zbieżne z ich „listą powinności". Ludzie sądzą, że są zbyt wysocy, zbyt niscy, zbyt grubi, zbyt chudzi, zbyt głupi, zbyt starzy, zbyt młodzi, zbyt brzydcy (bardzo często twierdzą tak ludzie naprawdę piękni lub przystojni). Albo uważają, że jest na coś za późno lub za wcześnie, są zbyt leniwi i tak dalej, i tak dalej. Proszę zwrócić uwagę, że prawie zawsze występuje słowo „zbyt". Ostatecznie, gdy zbliżamy się do końca, mówią: „Nie jestem dość dobry".

Hura, hura! Nareszcie dotarliśmy do sedna sprawy. Ludzie krytykują siebie, ponieważ przyswoili sobie przekonanie, że „są nie dość dobrzy". Pacjenci są zawsze zdumieni, że tak szybko do tego doszliśmy. Teraz nie musimy martwić się już takimi efektami ubocznymi, jak na przykład kłopotami z sylwetką, związkami emocjonalnymi, problemami finansowymi bądź brakiem twórczej ekspresji. Całą energię możemy skierować na usunięcie przyczyny wszystkich tych rzeczy: NIEKOCHANIU SIEBIE.


W Bezkresie życia, w którym jestem, wszystko jest doskonale, całkowite i pełne. 
Zawsze chroni mnie i prowadzi Opatrzność. 
Bezpieczne jest patrzeć w głąb siebie. 
Bezpiecznie jest patrzeć w przeszłość. 
Bezpieczne jest poszerzenie mojego poglądu na życie. 
Jestem czymś więcej niż moja osobowość.

Przeszła, obecna czy przyszła. 
Postanawiam wznieść się ponad problemy mojej osobowości, aby móc poznać wspaniałość mego bytu. 
Pragnę nauczyć się kochać siebie. 
Wszystko jest dobre w moim świecie.


=============================================================
=============================================================

Nadwaga - tkanka tłuszczowa 

PRAWDOPODOBNA PRZYCZYNA:
Lęk. Potrzeba opieki. Ucieczka od uczuć. 
Brak poczucia bezpieczeństwa, odrzucenie siebie. 
Poszukiwanie spełnienia.



NOWY WZORZEC MYŚLENIA:
Jestem w zgodzie z moimi uczuciami. Jestem bezpieczny tu, gdzie jestem. 
Ja sam tworzę swo­je bezpieczeństwo. 
Kocham i akceptuję siebie.


=============================================================
=============================================================

Otyłość chorobliwa symbolizuje wewnętrzną pustkę, głód miłości, pragnienie czułości, poczucie słabości oraz fałszywy obraz samego siebie.

=============================================================
=============================================================

Podczas jedzenia człowiek nie odczuwa niezadowolenia, strachu, zakłamania, trosk, niepewności, frustracji, samotności, napięcia, depresji czy braku miłości. Tym, czego jednak naprawdę szuka, jest kontakt, poczucie bezpieczeństwa, czułość, sukces, uznanie, akceptacja i nade wszystko miłość.

Osoba otyła "dźwiga ze sobą" to, co przeszkadza jej w życiu - przede wszystkim negatywny obraz samego siebie, choć w głębi duszy wie, że jest inna. Odrzuca jednak swoje prawdziwe "ja". W efekcie zostaje zakłócony przepływ energii życiowej, a nierozwiązane problemy przylegają właśnie w postaci nadmiaru ciała - w ten sposób życie staje się dwa razy "cięższe". Osoba otyła musi zburzyć swoją fasadę - mur obronny - usunąć wszelkie blokady, przestać odgrywać obce role. 
Jej życie jest tak "ciężkie", ponieważ sama się do tego przyczynia.


PODSUMOWANIE (ze źródeł Kurta Tepperweina)

Otyłość chorobliwa (nadwaga) oznacza:
- tęsknotę za spełnieniem, życiem w poczuciu bezpieczeństwa i pewności.

- słuchanie starych wzorów zachowań, na przykład takich, że talerz musi zostać opróżniony do dna, gdyż tylko wówczas jesteś "grzecznym dzieckiem" i potrafisz sprostać wymaganiom i oczekiwaniom innych.

- niespełnione oczekiwania, jakie masz wobec otoczenia. 

- chcesz robić zapasy na czarną godzinę, posiadać, zbierać, chomikować na przyszłość, a przez to nie żyjesz Tu i Teraz.





Dla osób pragnących dogłębniej i indywidualnie do swojego przypadku zbadać temat otyłości oraz metod usuwania źródła chorobowego polecam serdecznie konsultacje, które obejmują pełną indywidualizację pracy.
http://piotrdenis.blogspot.com/p/blog-page.html




wtorek, 17 września 2013

Nowotwór w psychosomatyce

Rak (guz złośliwy)

Aby zrozumieć istotę raka, trzeba nauczyć się myśleć w kategoriach analogii. Powinniśmy uświadomić sobie fakt, że każda odczuwana lub definiowana przez nas całość (jedność wśród jedności) z jednej strony jest częścią jeszcze większej całości, ale z drugiej sama składa się z wielu innych całości. I tak na przykład las (jako definiowana całość) jest zarówno częścią większej całości, a mianowicie „krajobrazu”, jak i całością składającą się z wielu „drzew” (mniejsze całości). To samo odnosi się do „jednego drzewa”. Jest ono częścią lasu, ale samo składa się z korzeni, pnia i korony. Pień ma się do drzewa tak, jak drzewo do lasu, a las do krajobrazu.

Człowiek jest częścią ludzkości, a sam składa się z narządów będących częściami człowieka, składającymi się z kolei z wielu komórek, które są częściami danego narządu. Ludzkość oczekuje od poszczególnych ludzi, że będą się zachowywać tak, by możliwie jak najlepiej służyć rozwojowi i przetrwaniu gatunku. Człowiek oczekuje od swoich narządów, że będą funkcjonowały tak, by umożliwić mu przeżycie. Narząd z kolei oczekuje od komórek, że będą wypełniały swoje zadania w sposób, jaki jest konieczny dla utrzymania przy życiu danego organu.

W tym hierarchicznym systemie, który można wydłużać w obie strony, każda indywidualna całość (komórka, narząd, człowiek) jest rozdarta między zaspokajanie potrzeb własnego życia a konieczność podporządkowania się interesom jednostki wyższego szczebla. Każda złożona struktura (ludzkość, państwo, narząd) jest nastawiona na to, by w miarę możliwości wszystkie jej części podporządkowały się i służyły wspólnej idei. Z każdego systemu paru jego członków może się wyłamać, nie zagrażając jeszcze całości. Jest jednak pewna granica, po przekroczeniu której istnienie całości staje pod znakiem zapytania.
Państwo, na przykład, może uporać się z grupą obywateli, którzy nie pracują, zachowują się aspołecznie lub są nastawieni antypaństwowo. Kiedy jednak taka grupa, nie identyfikująca się z celami państwa, rozrasta się, zaczyna w pewnym momencie stanowić poważne zagrożenie dla całości i może, w razie osiągnięcia przewagi, narazić na szwank jego egzystencję. Wprawdzie państwo będzie najdłużej, jak to możliwe, zapobiegać takiemu rozwojowi wypadków i bronić własnego istnienia, ale jeśli te wysiłki nie zostaną uwieńczone powodzeniem, upadek jest pewny. Najskuteczniejszą metodą byłoby włączenie w odpowiednim momencie grup obywateli wyłamujących się z systemu we wspólny porządek, przez zaoferowanie im atrakcyjnych możliwości współdziałania w realizowaniu wspólnych celów. Stosowanie przemocy wobec obywateli inaczej myślących prawie nigdy nie przynosi długofalowych efektów, a raczej jeszcze przyspiesza chaos. Siły opozycyjne są niebezpiecznymi wrogami, którzy nie mają innego celu, niż zniszczenie dobrego starego porządku i zasianie niepokoju.

Taki pogląd jest słuszny, ale tylko z punktu widzenia państwa. Jeśli zapytalibyśmy ludzi buntujących się przeciwko istniejącemu porządkowi, usłyszelibyśmy inne argumenty, również nie pozbawione racji, tyle, że wysuwane z innego punktu widzenia. Nie ulega wątpliwości, że ci ludzie nie identyfikują się z celami i interesami swego państwa, przeciwstawiając im własne poglądy i interesy, które chcieliby urzeczywistnić. Państwo żąda posłuszeństwa, grupy domagają się swobody realizowania własnych celów. Można zrozumieć obie strony, ale niełatwo zrealizować ich interesy bez ponoszenia ofiar.
Pisząc o tym wszystkim, nie zamierzamy rozwijać jakichkolwiek teorii politycznych lub społecznych, lecz raczej przedstawić na innej płaszczyźnie proces nowotworowy, aby poszerzyć nieco kąt widzenia, z jakiego najczęściej patrzy się na tę chorobę. Rak nie jest procesem wyizolowanym i występującym tylko w formach chorobowych noszących taką nazwę. Jest to proces bardzo zróżnicowany i inteligentny, który w takim samym stopniu zaprząta ludzi na wszystkich innych płaszczyznach. Prawie we wszystkich chorobach nasze ciało usiłuje uporać się za pomocą odpowiednich przeciwdziałań z niebezpieczeństwami zagrażającymi jego funkcjonowaniu. Jeśli mu się to uda, mówimy o wyleczeniu (mniej lub bardziej pełnym). Jeśli się nie uda, mówimy o śmierci.

W przypadku procesu nowotworowego zachodzi zjawisko przeciwne. Ciało przygląda się, jak coraz więcej jego własnych komórek zmienia swoje zachowanie i dzieląc się zapoczątkowuje proces, który nie kończy się sam z siebie, lecz ustaje z chwilą całkowitego wyeksploatowania żywiciela. Komórka zdrowa nie jest zagrożeniem pochodzącym z zewnątrz, jak na przykład bakterie, wirusy i toksyny, lecz jest komórką, która dotychczas służyła jakiemuś narządowi, a więc i całemu organizmowi, aby stworzyć mu możliwie najlepsze szanse przeżycia. Nagle zmienia ona swój charakter i przestaje utożsamiać się z organizmem. Zaczyna bezwzględnie realizować swoje własne cele. Zaprzestaje dotychczasowej działalności na rzecz danego narządu i zaczyna się rozmnażać. Nie zachowuje się już jak członek wielokomórkowego organizmu żyjącego, lecz cofa się do wcześniejszego etapu ewolucji, do stadium jednokomórkowca. W sposób chaotyczny i bezwzględny zaczyna się dzielić, lekceważąc wszelkie granice morfologiczne (naciek) i budując wszędzie własne przyczółki. Wykorzystuje pozostałe komórki w charakterze żywicieli. Wzrost i mnożenie się komórek rakowych następuje tak szybko, że naczynia krwionośne nie nadążają z zaopatrywaniem ich w krew. W rezultacie komórki rakowe przestawiają się z oddychania tlenowego na formę prymitywniejszą, jaką jest fermentacja. Oddychanie jest uzależnione od więzi z innymi komórkami (wymiana), fermentacji każda komórka może dokonywać sama.

To niezwykle efektywne mnożenie się komórek rakowych kończy się dopiero wtedy, gdy dosłownie strawią one człowieka, którego uczyniły swą glebą odżywczą. Komórka rakowa przestaje być aktywna, gdy napotyka problemy z zaopatrzeniem. Aż do tego momentu nic nie jest w stanie jej powstrzymać.

Pozostaje tylko zapytać, po co ta niegdyś tak grzeczna komórka to robi? Nietrudno prześledzić motywację, jaką się kieruje. Będąc posłusznym członkiem wielokomórkowca, jakim jest człowiek, miała do spełnienia jedynie przypisaną jej funkcję, służącą przeżyciu wielokomórkowca. Była tylko jedną z wielu komórek, które musiały wykonywać nieatrakcyjną pracę na rzecz innych. Przez długi czas to robiła. Któregoś dnia jednak organizm przestał być dla niej atrakcyjny, nie stwarzał bowiem możliwości własnego rozwoju. Jednokomórkowiec jest wolny i niezależny, może robić, co chce, może uczynić siebie nieśmiertelnym poprzez nieograniczone rozmnażanie się. Jako element organizmu wielokomórkowego komórka jest śmiertelna i ograniczona. Czy to takie dziwne, że przypomina sobie swą dawną wolność i powraca do bytu jednokomórkowca, aby samodzielnie dążyć do nieśmiertelności? Podporządkowuje dotychczasową wspólnotę swoim interesom i zaczyna bezwzględnie realizować własne cele.
To bardzo skuteczne działanie, którego mankamenty stają się widoczne znacznie później, po stwierdzeniu, że poświęcenie czegoś i uczynienie z tego pożywki dla siebie prowadzi w rezultacie do własnego końca. Zachowanie komórki rakowej tak długo jest skuteczne, jak długo żyje człowiek – jego kres oznacza kres rozwoju raka.

Na tym polega drobny, lecz brzemienny w skutki błąd w koncepcji realizowania wolności i nieśmiertelności. Odżegnując się od dawnej wspólnoty, za późno dostrzega się, że jest ona jednak potrzebna. Człowiek nie jest wprawdzie zachwycony, że musi poświęcić swoje życie dla życia komórki rakowej, ale i komórka ciała nie była zachwycona, że musi poświęcić swoje życie dla człowieka. Komórka rakowa ma równie dobre argumenty jak człowiek, tyle, że inny jest jej punkt widzenia. Zarówno człowiek, jak i komórka chcą żyć i realizować swoje interesy. Każde z nich jest gotowe poświęcić drugą stronę. Nie inaczej rzecz się miała w naszym przykładzie dotyczącym państwa. Państwo chce trwać i realizować swoje dążenia, ale i paru obywateli inaczej myślących chce żyć i urzeczywistniać swoje cele. Dlatego państwo próbuje najpierw pozbyć się buntowników. Jeśli to się nie uda, rewolucjoniści czynią ofiarę z państwa. Obie strony działają bezwzględnie. Człowiek operuje, naświetla promieniami i niszczy komórki rakowe tak długo, jak długo może. Jeśli jednak one odniosą zwycięstwo, ofiarą pada człowiek. To odwieczny konflikt natury: pożreć lub zostać pożartym. Wprawdzie człowiek widzi bezwzględność i krótkowzroczność komórek rakowych, ale czy widzi również, że zachowuje się tak samo, że my, ludzie, staramy się zapewnić sobie przeżycie, stosując te same metody co komórka rakowa?

Tu właśnie kryje się klucz do choroby nowotworowej. Nieprzypadkowo w obecnych czasach tak często cierpimy na raka i zajadle go zwalczamy, choć bez większego powodzenia. (Badania onkologa amerykańskiego Hardina B. Jonesa wskazują, że nie leczeni chorzy na raka mają perspektywę dłuższego życia niż leczeni!) Choroba nowotworowa to znak naszych czasów i naszego zbiorowego obrazu świata. W formie raka przeżywamy jedynie to, czym akurat sami żyjemy. Nasza epoka charakteryzuje się bezwzględnym ekspansjonizmem i dążeniem do realizacji własnych interesów. W życiu politycznym, gospodarczym, religijnym i prywatnym ludzie starają się forsować własne cele i interesy, nie zważając na „morfologiczne” granice, starają się tworzyć wszędzie przyczółki dla własnych interesów (przerzuty) i eksponować wyłącznie własne dążenia, wykorzystując wszystkich innych (zasada pasożytnictwa).

Wszyscy posługujemy się podobną argumentacją jak komórka rakowa. Nasz wzrost postępuje tak szybko, że i my z trudem nadążamy z aprowizacją. Nasze systemy komunikowania się obejmują cały świat, ale wciąż jeszcze nie udaje nam się porozumieć z sąsiadem lub partnerem. Dysponujemy wolnym czasem, nie wiedząc, co z nim począć. Produkujemy i niszczymy produkty żywnościowe, aby w ten sposób manipulować ich cenami. Możemy wygodnie podróżować po całym świecie, ale nie znamy samych siebie. Filozofia naszych czasów zna tylko jeden cel – wzrost i postęp. Człowiek pracuje, eksperymentuje, prowadzi badania – po co? W imię postępu! A jaki jest cel postępu? Jeszcze większy postęp! Ludzkość jest w podróży bez celu. I dlatego, aby nie popaść w rozpacz, musi wytyczać sobie wciąż nowe cele. Ślepota i krótkowzroczność ludzi naszych czasów w niczym nie ustępuje ślepocie i krótkowzroczności komórki rakowej. W imię postępu gospodarczego przez całe dziesięciolecia wykorzystywano w charakterze żywiciela środowisko, aby dziś „ze zdumieniem” stwierdzić, że śmierć żywiciela oznacza naszą własną śmierć. Ludzie uważają świat – rośliny, zwierzęta, surowce – za swoją glebę odżywczą. Wszystko to istnieje wyłącznie po to, byśmy mogli rozprzestrzeniać się bez żadnych ograniczeń.

Skąd ludzie, którzy się w ten sposób zachowują, biorą odwagę i zuchwałość, by skarżyć się na raka? Jest on przecież tylko naszym lustrem. Pokazuje nam nasze własne zachowanie, nasze argumenty, a zarazem kres naszej drogi.

Raka nie trzeba zwalczać. Trzeba go tylko zrozumieć aby móc zrozumieć siebie. Że też ludzie wciąż jeszcze tłuką lustro, gdy nie podoba im się własna twarz! Chorują na raka bo sami są rakiem.
Rak jest naszą ogromną szansą odkrycia własnych błędów i pomyłek. Uczyńmy więc próbę zdemaskowania słabych punktów tej koncepcji, którą rak i my stosujemy w swoim życiu. Rak potyka się o biegunowość „ja alby wspólnota”. Widzi tylko tę alternatywę i dlatego opowiada się za własnym przeżyciem, niezależnym od otoczenia, za późno orientując się, że nadal jest od niego zależny. Brak mu świadomości większej, bardziej kompleksowej całości. Widzi jedność tylko w stopniu ograniczonym własnym punktem widzenia. Podobnie zachowuje się człowiek. Izoluje się w swej świadomości, przez co następuje rozbicie na „ja” i „ty”. Człowiek myśli w kategoriach wielu „jedności”, nie zdając sobie nawet sprawy z bezsensu takiego pojęcia Jedność to suma wszystkich bytów i nie zna ona niczego poza sobą. Jeśli rozbije się jedność, powstanie wielość, ale ta wielość będzie, koniec końców, też elementem jedności.

Im bardziej ego się izoluje, tym bardziej traci poczucie więzi z całością, której jest elementem. Ma złudzenie, że może coś zrobić „samo”. W rzeczywistości bowiem nie sposób naprawdę odłączyć się od reszty wszechświata Nasze ja tylko to sobie wyobraża. W miarę jak nasze ja izoluje się od otoczenia, człowiek traci religio, czyli więź z praprzyczyną bytu. Ego próbuje zaspokoić swoje potrzeby i dyktuje nam kierunek, którym mamy podążać. Odpowiada mu przy tym wszystko to, co służy dalszemu odseparowywaniu się, odróżnianiu od reszty. Boi się tylko pełnego zespolenia, gdyż to oznaczałoby jego śmierć. Dużym nakładem sił, inteligencji i bogatą argumentacją ego broni swej egzystencji i wykorzystuje dla swoich celów najświętsze teorie i najszlachetniejsze zamiary. Najważniejsze bowiem jest dla niego własne przetrwanie.

W ten sposób rodzą się cele, które nie są żadnymi celami. Postęp jako cel jest czymś absurdalnym, bo przecież nie ma końca. Prawdziwym celem może być jedynie przekształcenie dotychczasowego stanu rzeczy, ale nie zwykłe kontynuowanie tego, co i tak istnieje. My, ludzie, żyjemy w sytuacji biegunowości. Co więc począć? Jaki znaleźć cel? Jeśli jednak stanie się nim „jedność”, będzie to oznaczało zupełnie inną jakość bytu niż ta, którą przeżywamy w warunkach biegunowości. Stawianie człowiekowi, który siedzi w więzieniu, perspektywy innego więzienia nie jest niczym kuszącym, nawet gdyby to drugie więzienie miało być nieco wygodniejsze. Istotną zmianą jakościową byłoby zaoferowanie mu wolności. Cel, jakim jest „jedność”, można osiągnąć tylko wtedy, gdy poświęci się swoje ja, gdyż dopóki istnieje ja, istnieje i ty, a zatem istnieje biegunowość. „Odrodzenie w duchu” zawsze poprzedza śmierć, a ta śmierć dotyczy naszego ja. Islamski mistyk Rumi ujmuje ten temat w następującej przypowieści: „Pewien mężczyzna przyszedł pod drzwi ukochanej i zapukał. Jakiś głos zapytał: Kto tam?

To ja – odparł. Na to głos: Nie ma tu dość miejsca dla mnie i dla ciebie. I drzwi pozostały zamknięte. Po roku samotności i wyrzeczeń mężczyzna znów przyszedł i zapukał. I znów głos zapytał: Kto tam? – To ty odparł mężczyzna. I drzwi zostały otwarte.”

Dopóki nasze ja dąży do wiecznego życia, zawsze będziemy ponosić fiasko, tak jak komórka rakowa. Odróż¬nia się ona od komórek ciała przecenianiem własnego ja. W komórce jądro komórkowe odpowiada mózgowi. W komórce rakowej jądro wciąż zyskuje na znaczeniu i stale się powiększa (raka można zdiagnozować także na podstawie morfologicznej zmiany jądra komórkowego). Ta zmiana jądra odpowiada nadmiernemu eksponowaniu egocentrycznego sposobu myślenia charakterystycznego dla naszych czasów. Komórka rakowa poszukuje wiecznego życia drogą materialnego rozmnażania się i ekspansji. Zarówno rak, jak i człowiek nie pojęli jeszcze, że poszukują w materii czegoś, czego tam znaleźć nie sposób, a mianowicie życia. Mylą treść z formą i mnożąc formę, starają się uzyskać wytęsknioną treść. Już Jezus jednak nauczał: „Kto chce zachować swoje życie, straci je”.

Wszystkie szkoły wtajemniczenia od wieków uczą czegoś przeciwnego. Aby uzyskać treść, należy poświęcić formę lub, innymi słowy: Ja musi umrzeć, abyśmy mogli odrodzić się w sobie.
W tym miejscu wreszcie traci sens pytanie: „Ja czy inni?” Nasze prawdziwe ja nie zna innych, gdyż jest zespolone z innymi. Taki cel wydaje się naszemu ego niebezpieczny i mało atrakcyjny. Nie powinniśmy się zatem dziwić, że ego podejmuje wszelkie możliwe próby zamiany tego celu, jakim jest pełne zespolenie, na inny, jakim jest silne, potężne, oświecone ego. Większość wędrowców po drodze ezoterycznej i religijnej potyka się o to, że próbują przy pomocy swego ja osiągnąć cel, jakim jest zbawienie lub oświecenie. Tylko bardzo nieliczni zdają sobie sprawę z tego, że ich ja, z którym się jeszcze identyfikują, nigdy nie może dostąpić zbawienia lub oświecenia.

Wielkie dzieło wymaga zawsze złożenia w ofierze swego ja, śmierci ego. Nie możemy zbawić naszego ja, możemy się tylko wyzwolić od niego i wtedy będziemy zbawieni. Lęk, że już nas wtedy nie będzie, potwierdza jedynie, jak bardzo utożsamiamy się z naszym ja i jak mało wiemy o swojej istocie. I tu właśnie kryje się możliwość rozwiązania problemu raka. Dopiero kiedy się nauczymy rezygnować ze swego ja i otwierać na innych, zaczniemy uważać się za część całości i przejmować odpowiedzialność za całość. Wtedy zrozumiemy również, że dobro całości i nasze dobro to jedno i to samo, gdyż stanowiąc część, jesteśmy zarazem całością (pars pro toto). Podobnie każda komórka zawiera całą informację genetyczną o organizmie. Musi tylko zrozumieć, że naprawdę jest całością! „Mikrokosmos=makrokosmos”, jak nas uczy filozofia hermetyczna.

Błąd w rozumowaniu polega na różnicowaniu między ja a ty. W ten sposób powstaje złudzenie, że jako ja można przeżyć dzięki temu, że ofiarą pada ty, które służy za żywiciela. W rzeczywistości jednak nie da się oddzielić losu ja od losu ty, części od całości. Śmierć, którą przynosi organizmowi komórka rakowa, staje się i jej śmiercią, tak jak śmierć środowiska oznacza śmierć człowieka.

Komórka rakowa wierzy jednak, że istnieje jakiś świat zewnętrzny oddzielony od niej, podobnie jak człowiek wierzy w istnienie takiego zewnętrznego świata. Ta wiara jest zabójcza. Środek uzdrawiający zwie się miłością. Miłość uzdrawia, gdyż otwiera granice i wpuszcza to, co na zewnątrz, aby mogło nastąpić zespolenie. Kto kocha, nie stawia na pierwszym miejscu swego ja, lecz ma poczucie przynależenia do całości. Kto kocha, odczuwa to samo co ukochana osoba. Dzieje się tak nie tylko w świecie ludzkim. Kto kocha jakieś zwierzę, nie może traktować go jak producenta żywności. I nie jest to bynajmniej jakaś sentymentalna pseudomiłość, lecz ten stan świadomości, który charakteryzuje się prawdziwym poczuciem wspólnoty wszystkich istnień, a nie polega na próbie wyrównywania swego nieświadomego poczucia winy z powodu tłumionych agresji „dobrymi uczynkami” lub przesadną „miłością do zwierząt”.

- Rak ujawnia miłość nie przeżytą, jest miłością wynaturzoną.

- Miłość nie zna granic ani przeszkód.

- W miłości zacierają się i łączą przeciwieństwa.

- Miłość to zespolenie ze wszystkim; obejmuje ona wszystko i nic jej nie może powstrzymać.

- Miłość nie lęka się śmierci, gdyż miłość to życie.

- Kto takiej miłości nie przeżywa świadomie, ryzykuje, że jego miłość ograniczy się do sfery cielesnej i w obrębie ciała będzie starała się realizować swoje zasady, przyjmując formę raka.

- Również komórka rakowa nie zna granic ani przeszkód. Rak likwiduje indywidualizm poszczególnych narządów.

- Również rak obejmuje wszystko i nic go nie może powstrzymać (przerzuty).

- Również komórka rakowa nie lęka się śmierci.

- Rak to miłość przejawiająca się na niewłaściwej płaszczyźnie. Pełne zespolenie można osiągnąć tylko w świadomości, a nie w materii, gdyż materia jest cieniem świadomości. W obrębie przemijającego świata form człowiek nie może dokonać tego, co należy do sfery nieprzemijalności. Mimo wszelkich wysiłków naprawiaczy świata nigdy nie powstanie świat zdrowy, bez konfliktów i problemów, bez sporów i zatargów. Nigdy nie będzie człowieka całkowicie zdrowego, bez chorób i śmierci, nigdy nie będzie wszechogarniającej miłości, gdyż świat form żyje dzięki istnieniu granic. Wszystkie te cele jednak dadzą się urzeczywistnić – zawsze i przez każdego – jeśli tylko człowiek przejrzy te formy i osiągnie wolność w swej świadomości. W biegunowym świecie miłość prowadzi do izolowania się, w warunkach jedności – do zespolenia.

- Rak jest to symbol źle pojmowanej miłości.

- Rak czuje respekt tylko przed prawdziwą miłością. Symbolem prawdziwej miłości jest serce. Serce to jedyny organ, któremu rak nie zagraża!




======================================================
powyższe informacje pochodzą z książki:
Thorwald Dethlefsen - Poprzez chorobę do samopoznania
======================================================


Kilka słów na temat przyczyn raka z perspektywy jasnowidz Moniki Jakubczak:

Główne energie które sprzyjają rozwojowi chorób nowotworowych:
(czyli główne cechy charakteru):


Ludzie o nieharmonijnych energiach takich jak:

1) Obgadywanie
2) Chęć kontroli życia innych ludzi
3) Mściwość
4) Perfekcjonizm
5) Agresja
6) Dokuczanie
7) Uległość
8) Załagadzanie

- są bardziej narażeni na powstawanie nowotworów


--- Profilaktyka: jeśli my te cechy ze swojego życia usuniemy to świadomie unikamy chorób nowotworowych.



TELEWIZJA JAKO CZYNNIK CHOROBOTWÓRCZY (oglądając telewizje i różne programy, seriale które sieją negatywną wibrację powodują osłabianie układu immunologicznego) - TV jest w 98% czynnik karcenogenny


następnie:

- HAARP
- Telefony komórkowe
- Smog elektromagnetyczne
- Ukształtowanie geopatyczne - cięte skały - kanty
- Cieki wodne
- Barwniki w ubraniach -60%
- Kosmetyki, kremy CHEMIA (dużo % --- -100% ! powodują nowotwory)
- Plastik -70%
- Kleje stolarskie -80%
- Współczesne sztuczne wykładziny podłogowe -100% !!! ( Sztuczne dywany )
- Spaliny samochodowe -10%
- Chemtrails -90%
- Chemiczne pożywienie -20%
- Nikotyna -40%
- Alkohol -60%


PROFILAKTYKA:
- Dieta Frutariańska (owoce)
- Taniec!!! - super dla energetyki i ciała
- EFT - Emotional Freedom Technique - opukiwanie
- Wprowadzanie do życia koloru Indygo i Białego (ubrania i inne wogóle)
- Światło
- Medytacja
- Życie bez depresji i stresu
- Kryształy


Audycja radiowa:




Wszystkie audycje oraz blog Moni Jasnowidz: http://zmiany-2012.blogspot.com/

Metoda DROGA DO WOLNOŚCI: http://metodaddw.pl/ (wysoce wartościowa metoda) - Źródło inspiracji do stworzenia mojej autorskiej metody którą aktualnie pracuję: Mowy Symptomów.

================================================
================================================
================================================




================================================
================================================
================================================

Noszenie w sobie przez długi czas urazy może uzewnętrznić się w ciele w postaci raka.

Rak u Louis Hay:

PRAWDOPODOBNA PRZYCZYNA
Głęboka rana. Długotrwała uraza. Głęboki sekret lub żal zżerający od środka. 
 Niena­wiść. 
„Po co to wszystko?".

 
NOWY WZORZEC MYŚLENIA
Z miłością przebaczam i uwalniam się od całej przeszłości. 
Postanawiam wypełnić mój świat radością. 
Kocham i akceptuję siebie.


================================================
================================================
================================================

Najbardziej podatni na schorzenia nowotworowe są ludzie, którzy tłumią swoje emocje. Skoro przeżywasz osobistą tragedię i nie potrafisz pokonać swoich reakcji, sam zostaniesz przez nie pokonany.

Rak jest następstwem rozrastania się negatywnych uczuć w psychice. Ciało tylko odzwierciedla to, co dzieje się wewnątrz człowieka. Jeśli zatem w twoim ciele pojawia się coś obcego, oznacza to, że w psychice również istnieje jakaś obca siła, która musiała naturalnie znaleźć swoje ujście.

Rak ujawnia się nie tylko w ciele, ale również w światopoglądzie, usposobieniu, życiu prywatnym i zawodowym. Dlatego leczenie samego ciała, polegające na usuwaniu komórek rakowych, nie ma najmniejszego sensu. Duchowe przerzuty nowotworowe i tak dosięgną na nowo sfery ciała.


Istotne jest odkrycie sensu życia i przeniknięcie iluzji narodzin i śmierci. Ten, kto postrzega siebie jako wiecznie żywą duszę i gotowy jest do utrzymania harmonii  w swoim życiu oraz wypełniania jego zadań, tego nigdy nie dosięgnie żaden nowotwór.



sobota, 14 września 2013

środa, 28 sierpnia 2013

Czy potrafisz być sobą?

Jedną z najpotężniejszych i najbardziej efektywnych praktyk duchowych jest bycie sobą, w 100%, jak najbardziej się potrafi.

Kierowanie się pierwszym spontanicznym impulsem, w każdej sytuacji, jest przyzwoleniem i dopuszczeniem na przejawianie się przez nas, naszej intuicji. (głosu duszy)

Pragnienia naszej duszy i naszego ego są względem siebie sprzeczne. Ego chce wygody, zaś dusza - rozwoju. Sam decydujesz, których podszeptów słuchasz. Jeśli zagłuszasz mowę swojego prawdziwego "ja", nie urzeczywistniasz swojej "wewnętrznej woli", zdradzasz wówczas samego siebie, swojego wewnętrznego mistrza. Twoje prawdziwe "ja" musi wtedy wysłać ci ostrzegawcze przesłanie i posługuje się do tego "mową symptomów".

Aby być zdrowi, musimy być "uleczeni", a to oznacza: Być Sobą i żyć w zgodzie ze swoim wnętrzem. Tylko dzięki temu możemy pozostawać w harmonii z życiem w nas i życiem w ogóle. Wówczas znikają wszystkie przyczyny chorób.

Dlaczego więc straciliśmy odwagę do życia w zgodzie z własnym "ja"?



Budującym impulsem w kierunku wolności może być odpowiedzenie sobie na kilka pytań:

  • Jakie są moje autentyczne potrzeby?

  • Ile mam potrzeb i pragnień sztucznych, przejętych od innych?

  • Czego najbardziej pragnie moja dusza?

  • Czego najbardziej pragnie moje ego?

  • Jakie pragnienia i potrzeby najbardziej tłumię?

  • Jakie pragnienia i dążenia zabierają mi wolność?

  • Z jakimi pragnieniami najtrudniej jest mi się rozstać?

  • Kim byłbym bez tych pragnień, potrzeb?

  • Czy realizując moje dążenia i pragnienia nie krzywdzę innych?



niedziela, 11 sierpnia 2013

Wpływ przekonań na zdrowie

Nasz układ immunologiczny jest bezpośrednio powiązany z systemem przekonań. Ile osób ma tego świadomość?


Większość ludzi jest całkowicie przekonana, że choroba jest wynikiem złej diety, braku ruchu, nadużywania leków, działania bakterii, wirusów albo rakowego wzrostu komórek. I chociaż każda choroba może być związana z którymś z powyższych czynników, to jednak jest ona tylko symptomem. Wiele chorób to przejaw lęku kryjącego się pod ogra­niczającymi przekonaniami. Leczenie farmakologicz­ne albo chirurgiczne usuwa fizyczne objawy choroby, ale na poziomach emocjonalnym i mentalnym, tam, gdzie się pierwotnie zaczęła, pozostaje stłumiona pamięć. Ogniwo które nie zniknęło. Kiedy zaczynamy uwalniać się od stłumionych lęków, stosując oddychanie, oczyszczające posty lub inne natu­ralne metody uzdrawiania, może wystąpić kryzys. Po­jawiają się fizyczne objawy poprzedniej choroby. Jest to metoda, jaką stosuje ciało, aby uwolnić się od zablokowanych mentalnych i emocjonalnych wspomnień dotyczących choroby, którą uprzednio sztucznie „wy­leczono". Taki kryzys jest nie tylko nieszkodliwy, ale bardzo uzdrawiający i kiedy minie, czujemy efekty prawdziwej integracji na poziomie fizycznym. W ten sposób natura eliminuje nienaturalne przekonania które były zmagazynowane w ciele jako efekt po­przednich lęków.


Każda choroba zaczyna się w umyśle, a potem przejawia się fizycznie. Myśl jest twórcza i choroba ciała jest tylko zewnętrznym skutkiem wewnętrznej przyczyny.


Nie ma chorób nieuleczalnych, są tylko nieule­czalni pacjenci. Ludzie ci przywiązują się do swoich sądów i wolą chować urazy do osób z przeszłości, niż odzyskać zdrowie, wolność i szczęście. Słowo „nie­uleczalna" odnosi się do choroby, której nie można wyleczyć żadnymi zewnętrznymi metodami; można ją wyleczyć tylko od wewnątrz, z pomocą myśli i prze­konań pacjenta. Ciało ma zdolność uzdrowienia się z każdej znanej choroby w najbardziej zaawansowa­nym stadium. Powstrzymują je więzy przekonań i negatywnych uczuć.





Wszystkie przykrości, nieszczęścia i dolegliwości organizmu jakie przydarzają nam się podczas ziemskiej podróży są naszą twórczością. Celem jest rozpoznać ścieżkę, po której można kroczyć nie szarpiąc się z życiem.

Wyjściem z mentalnego bałaganu jest odzyskanie swojego pierwotnego rdzenia, realizacja marzeń wypływających z harmonijnej strony człowieka.

Twoim zadaniem jest odzyskać samego siebie, przypomnieć sobie czym jesteś, po co tu jesteś, jaki jest cel i sens wędrówki Twojej istoty.


Co Ci sprawia radość?

Jakie są Twoje talenty?

Po co tu jesteś?





wtorek, 6 sierpnia 2013

Żale umierających

Na SOTT znalazłem niezwykle przejmujący artykuł autorstwa osoby, która pracowała na oddziale paliatywnym i rozmawiała z osobami których od śmierci dzieliły już tylko tygodnie. Co ma do powiedzenia człowiek krótko przed śmiercią? Gdy mamy wiedzę, którą przedstawiłem w poprzednich dwóch wpisach, wszystko ma jeszcze tragiczniejszy wymiar. Zresztą poczytajcie sami.

Pytani czego żałują najbardziej, mówili zwykle o podobnych sprawach. Poniżej pięć najczęściej pojawiających się motywów:

1. Żałuję, że nie miałem odwagi by prawdziwie żyć swoim życiem, a nie takim którego oczekiwali ode mnie inni.

To był najczęstszy żal ze wszystkich. Gdy ludzie uświadamiają sobie, że ich życie prawie całkowicie minęło, gdy spoglądają wstecz łatwo dostrzegają jak wiele marzeń pozostało niespełnionych. Większość ludzi nie spełniło nawet połowy swoich marzeń i muszą umierać z myślą, że to wina tylko i wyłącznie ich decyzji.

Niezwykle ważne jest by starać spełniać swoje marzenia gdy jest na to czas. Niewielu miało świadomość, że gdy stracą zdrowie, na wszystko jest już za późno. Zdrowie daje wolność.

2. Żałuję, że tak ciężko pracowałem.

Tak mówił każdy mężczyzna którego doglądałam. Przegapili dzieciństwo swoich dzieci i towarzystwo partnera. Kobiety też czasem tego żałowały. Ale z uwagi na to, że w większości były to osoby starszej generacji, wiele kobiet nie zarabiało na chleb. Jednak wszyscy mężczyźni głęboko żałowali spędzania tak dużej części swego życia na zapewnienie środków do przeżycia.

Przez uproszczenie swojego stylu życia i dokonanie w trakcie życia świadomych wyborów, możliwe, że nie potrzebujesz tylu przychodów ile ci się wydaje. A poprzez stworzenie dodatkowego czasu w swoim życiu, stajesz się szczęśliwszy(a) i bardziej otwarty(a) na nowe możliwości, te bardziej dopasowane do twojego nowego stylu życia.

3. Żałuję, że nie miałem(-łam) odwagi wyrażać swoich uczuć.

Wielu ludzi tłumi swoje uczucia w celu pokojowego współżycia z innymi (dla świętego spokoju). W rezultacie tkwią w miernej egzystencji i nigdy nie stają się tymi, którymi mogliby się stać. Wielu zaczyna w efekcie tego podupadać na zdrowiu co ma związek ze zgorzknieniem i żywioną urazą. 

Nie możemy kontrolować reakcji innych. Jednakże, mimo że ludzie mogą początkowo źle reagować gdy zaczynasz być szczery(a), w końcu sprawia, że relacje wchodzą na wyższy, całkiem nowy, zdrowszy poziom. Albo uwalnia cię to od niezdrowych relacji. W każdym wypadku wygrywasz.

4. Żałuję, że nie utrzymywałem(łam) kontaktu z przyjaciółmi.

Często do końca nie uświadamiali sobie wszystkich korzyści jakie niosą ze sobą relacje do czasu ostatnich dni, gdy często nie mozna było już ich odnaleźć. Wielu tak bardzo zostało pochłoniętych własnym życiem, że pozwolili by ich najlepsze przyjaźnie zanikły. Często pojawiały się głębokie żale o niepoświęcanie przyjaźniom czasu i wysiłku na jaki zasługiwały. Każdy bowiem umierając tęsknił za przyjaciółmi.

Zaniebywanie przyjaźni jest typowe dla każdego żyjącego w pośpiechu. Lecz w obliczu śmierci, materialistyczne elementy życia tracą znaczenie. Ludzie wówczas starają się uporządkować swoje finansowe kwestie, o ile to możliwe, jednak to nie pieniądze lub status mają wówczas znaczenie, lecz chcą załatwić sprawy na korzyść tych których kochają. Zwykle jednak są zbyt chorzy i zmęczeni by poradzić sobie z tym zadaniem. W końcu wszystko sprowadza się do miłości i relacji międzyludzkich. To wszystko co tak naprawdę pozostaje na łożu śmierci.

5. Żałuję, że nie pozwoliłem(łam) sobie być szczęśliwszym.

To jest zaskakująco częsty żal. Wielu do końca nie uświadamia sobie, ze szczęście to tak naprawdę wybór. Utkwili w starych wzorach zachowań i nawykach. Tak zwana "wygoda" i wybór tego to co im znane zaważyła na ich emocjach, a przez to również ich fizycznym życiu. Strach przed zmianami sprawiła, że udawali przed innymi i sobą, że byli zadowoleni. A tak naprawdę, głęboko w sobie, tęsknili za szczerym śmiechem i spontanicznością.

Gdy jesteś na łożu śmierci, to co myślą o tobie inni tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Myśli krążą wówczas wokół tego, jak to cudownie byłoby być znowu zdolnym do śmiechu i do beztroski.

Życie jest sztuką wyborów. To TWOJE życie. Wybieraj świadomie, wybieraj mądrze, wybieraj uczciwie. Wybierz szczęście.

 =====================================================

Powyższy artykuł pochodzi w całości z portalu salon24:
http://lubczasopismo.salon24.pl/poetry/post/314358,zale-umierajacych

czwartek, 25 lipca 2013

Zęby w psychosomatyce


Pokarm najpierw dostaje się do ust, gdzie zostaje rozdrobniony zębami. Gryzienie jest czynnością bardzo agresywną, jest oznaką zdolności do ataku, interwencji, napaści. Słabe lub chore zęby wskazują, że ktoś nie potrafi uzewnętrznić czy też wyładować swojej agresji.

Nic tu nie zmienia fakt, że obecnie prawie wszyscy mają słabe zęby, co można stwierdzić już u dzieci. To prawda, tyle, że zbiorowe symptomy świadczą o zbiorowych prob­lemach. We wszystkich wysoko rozwiniętych społeczeńst­wach naszych czasów agresja stała się problemem central­nym. Wysuwa się żądania „dostosowania społecznego”, co przekładając na język potoczny, znaczy tyle samo, co: „stłumcie swoją agresję!” Wszystkie te tłumione agresje naszych kochanych, pokojowo nastawionych, dobrze do­stosowanych do życia w społeczeństwie współobywateli ujawniają się w postaci „chorób” i w tej wynaturzonej formie podobnie dają się we znaki społeczeństwu jak w swej postaci pierwotnej. Dlatego też kliniki są współczesnymi polami bitew społeczeństwa, w którym żyjemy. Tłumione agresje toczą tutaj zażarte boje z ludźmi, których cechują. Tutaj ludzie cierpią na skutek własnej złości, której przez całe swoje życie nie mieli odwagi ujawnić i świadomie przetworzyć.

Nie powinno nas zatem dziwić, jeśli w przeważającej części obrazów klinicznych chorób wciąż natykamy się na agresję i seksualność. To dwa obszary problemów, które człowiek naszych czasów tłumi w sobie najbardziej. Być może ktoś mi na to powie, że wzrost przestępczości i czynów gwałtownych oraz fala seksu przemawiają przeciwko takiej argumentacji. Na to jednak należałoby z kolei odpowie­dzieć, że zarówno brak, jak i wybuch agresji są objawami jej tłumienia. Są to jedynie dwie różne fazy tego samego procesu. Dopiero wtedy, gdy agresja nie wymaga tłumienia i od początku ma swoje określone miejsce, w którym gromadzi się doświadczenia z nią związane, możliwe staje się świadome zintegrowanie agresywnej części naszej osobo­wości z pozostałą. Tak zintegrowana agresja dostarcza nam później energii i witalności, dzięki czemu nie mają miejsca nieopanowane wybuchy agresji, ale również nie występuje nienaturalna łagodność. Taki stan osobowości trzeba sobie jednak wypracować. Trzeba mieć możliwość osiągnięcia dojrzałości przez doświadczenia. Tłumiona agresja prowadzi jedynie do powstawania cienia, z którym trzeba się konfrontować w wynaturzonej formie, jaką jest choroba. To, co powiedziano powyżej, odnosi się zarówno do seksualności, jak i do wszystkich innych funkcji psy­chicznych.

Wróćmy teraz w naszych rozważaniach do zębów, które zarówno u człowieka, jak i u zwierzęcia reprezentują agresję i umiejętność przebijania się (przegryzania się). Często czyni się odniesienia do ludów pierwotnych, którym naturalny sposób odżywiania się pozwalał zachować zdrowe zęby. Te ludy jednak miały całkiem inny niż my stosunek do agresji. Stan naszego uzębienia zresztą, oprócz pewnych uwarun­kowań jednakowych dla wszystkich, jest również sprawą bardzo indywidualną. Oprócz wspomnianej już agresji, zęby świadczą o naszej żywotności, naszej sile życiowej (agresja i żywotność to tylko dwa różne aspekty jednej i tej samej siły, ale oba te pojęcia wywołują w nas różne skojarzenia). Weźmy pod uwagę powiedzenie: „Darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby”. Źródłem tego powiedzenia jest zwyczaj zaglądania do pyska koniowi, by po wyglądzie zębów ocenić jego wiek i siłę. Psychoanalitycy interpretują sen, w którym śni się nam, że tracimy zęby, jako wskazanie na spadek formy i energii.

Są ludzie, którzy śpiąc, zawsze zgrzytają zębami, nieraz tak gwałtownie, że trzeba im zakładać specjalne klamry, żeby zupełnie nie starli sobie zębów. Symbolika tego zjawis­ka jest ewidentna. Zgrzytanie zębami oznacza bezsilną agresję. Kto nie potrafi przyznać się za dnia do chęci zaatakowania, musi w nocy zgrzytać zębami tak długo, aż sam zetrze sobie i stępi swoje groźne zęby...

Ludziom o słabych zębach brak witalności, a tym samym zdolności zaatakowania i wykazania siły przebicia. Dlatego mają trudności z ugryzieniem problemu. W re­klamach pasty do zębów często używa się sloganu: „dzięki niej będziesz mógł znowu gryźć!”

Tak zwane trzecie zęby umożliwiają stworzenie pozorów witalności i przebojowości, ale – jak przy każdej protezie – jest to tylko złudzenie i trik, podobnie jak wywieszanie na bramie domu tabliczki z napisem „Uwaga, zły pies!”, gdy się posiada jedynie trwożliwego i rozpieszczonego pieska salo­nowego. Sztuczna szczęka jest tylko „kupionym szczerze­niem zębów”.

Podstawą zębów są dziąsła. Przekładając to na język symboli, można powiedzieć, że dziąsła reprezentują pod­stawę żywotności i agresji, pewności siebie i wrodzonej ufności we własne siły. Jeśli człowiekowi brak pewności siebie, nigdy nie uda mu się aktywnie i energicznie sprostać problemom, nigdy nie będzie miał odwagi rozgryzać twar­dych orzechów lub stawiać oporu. Ufność we własne siły daje konieczne oparcie tej umiejętności, tak jak dziąsła dają oparcie zębom. Nie spełnią jednak swej funkcji, jeśli same są tak wrażliwe, że nawet z błahego powodu krwawią. Krew jest symbolem życia, a więc krwawiące dziąsła pokazują aż nadto wyraźnie, że nawet przy najmniejszym wyzwaniu topnieje nasza pewność siebie i wiara we własne siły.

===============================================
===============================================

Powyższy fragment pochodzi z książki:  
Thorwald Dethlefsen - Przez chorobę do samopoznania

środa, 24 lipca 2013

Ostateczny cel życia

Ostatecznym celem życia jest radość z tu i teraz. Największym osiągnięciem człowieka w życiu jest zrozumienie, że nie musi niczego osiągać. Świadomość, że ten moment, jest wszystkim co można mieć, jest pierwszym krokiem do spełnionego, szczęśliwego życia. Rodzaj energii jaki generujesz w tym momencie rzutuje na Twoją jakość życia.

Tworzenie rzeczywistości, jest tworzeniem teraźniejszości.

Poczuj, pomyśl.... Co tworzysz ?

wtorek, 23 lipca 2013

Czym jest nasza prawdziwa natura?

To czym jesteśmy, może przejawiać się przez nas, tylko w tej chwili.

Tylko od ciebie zależy czy zdobędziesz się na odwagę aby dopuścić Prawdziwego Siebie do głosu.

To czym jesteś jest zawsze z tobą a doświadczyć tego możesz tylko teraz. 

Nie istnieje oświecenie które ma swoje przełożenie w rzeczywistości gdyż nazwanie tego stanu powstało na poziomie umysłu zaś trwanie w tym stanie ma miejsce poza umysłem.

Na duchowej ścieżce nie ma błędów albowiem Wszystko jest Bogiem zaś Bóg jest we Wszystkim.

sobota, 20 lipca 2013

Negatywne emocje

Wszystko co niszczy i zżera nas od środka.  Odczuwanie i silne przeżywanie negatywnych emocji zaburza energetykę ciała. Blokuje swobodny przepływ energii w organizmie i bardzo często powoduje pojawienie się symptomów chorobowych. Jakikolwiek rodzaj stłumienia negatywnych emocji poprzez ciężkie i słodkie pożywienie, alkohol, kawę, papierosy, mięso czy cukier jest gwarantem pojawienia się w przyszłości określonych dolegliwości ciała.

Każda myśl przepływa przez nasz organizm i wywołuje jego fizjologiczną reakcję.

Wszystkie myśli, bez względu na swoją treść, pojawiają się w organizmie najpierw jako energia.



Zapraszam do obejrzenia dość skrótowego wykładu:
Metafizyka chorób - Festiwal Filmów Kontrowersyjnych 2013 

czwartek, 18 lipca 2013

Czym jest choroba?

„Bycie chorym” oznacza, że człowiek wypadł z określonego porządku, że nie żyje on już w zgodzie z zasadami wszechświata. „Bycie chorym” manifestuje się za pośrednictwem określonych symptomów. Symptomy te funkcjonują jako sygnały i mogą – o ile zostaną prawidłowo zrozumiane – wskazać nam istotę choroby i sposób uzdrowienia. Objawy same w sobie nie są chorobą, a więc usunięcie ich jest rzeczą najmniej ważną.

W otaczającym nas świecie istnieje wiele systemów ostrzegawczych, na przykład czerwona lampka przy zamrażarce, która zapala się wtedy, gdy temperatura podniesie się powyżej określonego poziomu. W momencie zapalenia się lampki żaden rozsądny człowiek nie wykręci żarówki, a gdy ona zgaśnie, nie oświadczy z dumą, że właśnie naprawił zamrażarkę. Natomiast podczas „naprawiania” człowieka taki groteskowy proces stale się powtarza. Gdy tylko „zaświeci się” jakiś symptom, lekarz usuwa go i uznaje ten trik za sukces swojej terapii. 

W taki oto sposób powstaje paradoks, że statystyka sukcesów medycyny wykazuje jej nieudolność, niemoc w leczeniu. Każdy stłumiony symptom zmusza bowiem organizm człowieka do sygnalizowania nie wyleczonej choroby na innej płaszczyźnie. Z kolei usunięcie tego nowego objawu przynosi sukces terapii numer dwa i tak dalej.  Zjawisko to znane jest pod nazwą przesuwania objawów.

Najważniejszym i podstawowym krokiem dla chorego jest umiejętność życia w harmonii z chorobą, powiedzenia jej „tak”  a następnie rozpoznania czego chce nauczyć nas dany symptom.
Choroby to zawsze nośniki informacji. Nie istnieją choroby pozbawione sensu.
Leczenie, uzdrawianie oznacza uwalnianie informacji  z choroby. Zakłada to, że stawiamy pytanie o sens choroby.


źródła:
- Thorwald Dethlefsen

Doceń moc swojego zdrowia - mowa symptomów i psychosomatyka chorób


Nocne Rozmowy w Radiu Gdańsk z Fruitosophy

Alani Satori i Piotr Denis w Radiu Gdańsk
audycję prowadzi Hanna Wilczyńska-Toczko

 

wtorek, 16 lipca 2013

Alergie i uczulenia czyli czym skutkuje tłumiona agresja



Alergia to nadwrażliwość na czynniki uznawane przez daną osobę za wrogie. System obronny jest jak najbardziej uzasadniony, gdy chodzi o zdolność organizmu do przeży­cia. System immunologiczny wytwarza antygeny przeciwko alergenom i w ten sposób – z punktu widzenia naszego ciała – stanowi sensowną obronę przeciwko wrogim intruzom.  
W przypadku alergików ta sensowna obrona rozdyma się do przesadnych rozmiarów.  

Alergik rozciąga swój obraz wroga na coraz więcej dziedzin, a więc coraz bardziej się uzbraja, by móc skutecznie walczyć z tak wielu wrogami. Ale podobnie jak w sferze militarnej spirala zbrojeń jest zawsze oznaką agresywności, tak i alergia jest symptomem silnej obrony i agresywności, wypartej w obręb ciała. Alergik ma prob­lemy z własną agresywnością, której jednak najczęściej w siebie nie zauważa, nie przyjmuje jej do świadomości.

W przypadku alergii agresja przemieszcza się ze świado­mości w obręb ciała i tu się wyładowuje. Tutaj ma miejsce atak i obrona, tutaj się walczy i zwycięża. Aby to atrakcyjne zajęcie nie skończyło się zbyt szybko z braku wroga, czyni się wrogami zupełnie niewinne obiekty: pyłki kwiatowe, sierść kota i konia, kurz, środki piorące, dym, truskawki, psy lub pomidory. Wybór jest nieograniczony. Alergik nie cofa się przed niczym – w ostateczności walczy ze wszystkimi i z każdym, dając jednak najczęściej priorytet niektórym czynnikom symbolicznym.
Wiadomo, że agresji zawsze towarzyszy strach. Czło­wiek zwalcza tylko to, czego się boi. Przyjrzawszy się bliżej najczęściej występującym alergenom, zorientujemy się bez trudu, jakie dziedziny życia napawają alergika tak wielkim lękiem, że zaciekle zwalcza ich symbolicznych reprezentan­tów. Pierwsze miejsce zajmuje sierść zwierząt domowych, przede wszystkim kotów. Sierść kota, jak i sierść w ogóle kojarzy się ludziom z przymilaniem się, pieszczotami. Jest miękka i miła, przytulna, a jednak „zwierzęca”. Jest sym­bolem miłości i stosunku seksualnego (porównajmy choćby „przytulanki”, z którymi dzieci kładą się spać). Podobnie futerko królika. W przypadku konia silniej eksponowane są czynniki zmysłowe, w przypadku psa – agresywne, ale te różnice są subtelne i nie mają większego znaczenia, gdyż symbol nigdy nie ma wyraźnie zarysowanych granic.

Tę samą dziedzinę życia reprezentują pyłki kwiatowe, ulubiony alergen wszystkich osób skarżących się na katar sienny. Pyłki są symbolem zapłodnienia i rozmnażania, tak jak „dojrzała” wiosna jest tą porą roku, w czasie której najczęściej „cierpią” chorzy na katar sienny. Takie alergeny, jak sierść zwierzęca i pyłki świadczą o tym, że „miłość”, „seksualność”, „popęd” i „płodność” są bardzo silnie obarczone lękiem i dlatego alergicy tak agresywnie je odpierają, to znaczy nie dopuszczają ich do siebie.

Lęk przed wszystkim, co nieczyste, brudne, skażone wyraża się z kolei alergią na kurz. (Porównajmy takie wyrażenia, jak brudna robota, prać brudy, żyć w czystości itd.) Alergik, który próbuje unikać alergenów, stara się również unikać pewnych, odpowiadających im, obszarów życia, w czym chętnie służy mu pomocą pełna zrozumienia medycyna i otoczenie. W swej walce chory nie cofa się przed niczym – usuwa zwierzęta domowe, nie pozwala palić w swojej obecności itp. Tyranizując otoczenie, alergik znajduje dobrze zamaskowane pole działania, na którym może manifestować swoje tłumione agresje.
Metoda „odczulania” sama w sobie jest dobra, lecz jeśli ma być naprawdę skuteczna, powinno się nią leczyć nie ciało, lecz psychikę. Alergik może się wyleczyć dopiero wtedy, gdy nauczy się świadomie stawiać czoło tym dziedzi­nom życia, których unika i przed którymi się broni, gdy uda mu się wpuścić je do swojej świadomości i zaakceptować. Wspierając alergika w jego działaniach obronnych, oddaje mu się niedźwiedzią przysługę. On powinien się pojednać ze swoimi wrogami, pokochać ich. Nawet zagorzały materiali­sta musi zrozumieć, że alergeny oddziałują na alergika wyłącznie symbolicznie, a nie fizyczno-chemicznie. Aby wystąpiła alergia, konieczny jest bowiem udział świadomo­ści. Pod narkozą na przykład nie występują alergie, w psy­chozie również nie. Tymczasem nawet fotografia kota lub dymiąca lokomotywa na ekranie wywołują u astmatyka atak choroby. Reakcja alergiczna jest całkowicie niezależna od materii alergenu.

Większość alergenów uzewnętrznia to, co jest samym życiem: seksualność, miłość, płodność, agresję, brud. We wszystkich tych dziedzinach życie przejawia się najpełniej. I właśnie ta żywotność, domagająca się uzewnętrznienia, napawa alergika lękiem – jest on przecież nastawiony wrogo do życia. Jego ideałem jest sterylność, brak skażeń, niepłodność, świat wolny od popędów i agresji – a więc stan, który nie zasługuje raczej na miano „życia”. Nic dziwnego zatem, że alergia w niektórych wypadkach może przerodzić się w zagrażające życiu choroby z autoagresji, w czasie których organizm tych jakże delikatnych ludzi toczy tak zaciekłe .bitwy, aż sam siebie zniszczy. Wtedy to obrona, zamykanie się w sobie, izolowanie się osiąga formę najwyższą, która swe spełnienie znajduje w trumnie – za­mkniętej przestrzeni wreszcie wolnej od alergenów...

Alergia = zmaterializowana agresja

 

Alergik powinien zadać sobie następujące pytania:
1. Dlaczego nie jestem w stanie zatrzymać swej agresji w świadomości, lecz wypieram ją w obręb ciała?
2. Jakich dziedzin życia lękam się tak bardzo, że aż ich unikam?
3. Na jakie problemy wskazują moje alergeny? (Seksualność, popęd, agresja, rozmnażanie, brud w sen­sie ciemnych stron życia.)
4. Do jakiego stopnia wykorzystuję swoją alergię, by mani­pulować otoczeniem?
5. Na ile jestem gotów otworzyć się na miłość?






PRAWDOPODOBNA PRZYCZYNA
Na kogo jesteś uczulony?   Wypieranie się własnej mocy.

NOWY WZORZEC MYŚLENIA
Świat jest bezpieczny i przyjazny.   
Jestem bez­pieczny.

Jestem w zgodzie z życiem.



źródła:
- Thorwald Dethlefsen
- Louis Hay